Bogowie złotych łanów. Dożynki

Słowianie, utrzymując się w pierwszym rzędzie z rolnictwa, wielką wagę przywiązywali do żniw. Od czasów przedchrześcijańskich z tym okresem związane były obrzędy, z których wyrosły współczesne zażynki (uroczystość rozpoczęcia żniw) i dożynki (zakończenie). Według pieśni, w okresie tym chodzi po ziemi, wśród zżętych łanów bóg, a także bogini. Jak zobaczymy, bogowie spoglądają też z niebios na ludzi pracujących z mozołem na polach. Są też ukryci w łonie Matki-Ziemi.

Obrzędy żniwne u przedchrześcijańskich Słowian

O słowiańskich obrzędach żniwnych przed chrystianizacją napisał perski podróżnik i geograf Ibn Rosteh.

Wszyscy oni są czcicielami ogni. Najwięcej sieją prosa. W okresie żniw biorą do czerpaka ziarna prosa i podnoszą je ku niebu, mówiąc: „O Panie, który dajesz nam pokarm, daj nam go [teraz] w pełnej mierze.

Być może jest to odwołanie do Dadźboga jako dawcy bogactw. Ładna, słoneczna pogoda jest potrzebna w trakcie zbioru zbóż. Wg staroruskiego tekstu „kiedy schnie zboże, wtedy ogień-bóg tworzy spór” (tj. przysparza).[4]

Wiemy też z kroniki Sakso Gramatyka, że dawna religia Słowian znała święto dożynek.

Kult boga sprawowano w następujący sposób: raz w roku, gdy żniwa zbliżały się ku końcowi, zbierał się cały lud wyspy przed świątynią, składano bydło w ofierze i spożywano uroczysty posiłek ku chwale bogów. Kapłan, który w odróżnieniu od tego, co było raczej obyczajem mieszkańców kraju, miał długie włosy i brodę, zwykle na dzień przed świętym obrządkiem szedł do świątyni, której próg jedynie on miał prawo przekroczyć, i sprzątał i porządkował starannie, przy czym musiał uważać, by wstrzymywać oddech, tak że za każdym razem, gdy potrzebował zaczerpnąć powietrza, musiał spieszyć do drzwi, by bóg nie został skażony tym, że jakiś człowiek oddychał w jego bliskości. Dzień później, gdy lud rozłożył się obozem przed drzwiami świątyni, brał kapłan róg z ręki figury i sprawdzał dokładnie, czy napój w nim znikał, co uważano za ostrzeżenie, że będzie nieurodzaj w roku następnym., w związku z czym zobowiązywał on lud do oszczędzania aktualnych plonów, by zachować coś z nich na rok następny. Jeżeli napój nie znikał, wróżyło to pomyślny rok; w zależności od tego, co róg przepowiadał, nakazywał on więc ludziom albo oszczędzać aktualne zbiory, albo korzystać z nich do syta. Następnie wylewał on wino jako ofiarę u stóp posągu, napełniał róg na nowo i udawał, jakby pił na jego cześć, jednocześnie wzniosłymi słowami prosił on o powodzenie dla siebie i ludności kraju, o bogactwo i o zwycięstwo, po czym przykładał róg do ust i pił to szybko jednym haustem, po czym ponownie napełniał go i wkładał ponownie w prawą rękę posągu. Było tam też ofiarowane ciasto miodowe owalnego kształtu, które było prawie na wysokość człowieka. To ustawiał kapłan pomiędzy sobą a ludem, i pytał następnie, czy go widzieli; gdy odpowiadali oni, że tak, wypowiadał on życzenie, by nie zobaczyli go w następnym roku, przy czym sens tego nie był, że życzył on sobie lub ludowi śmierć, lecz żeby rok był pomyślny [a ciasto większe]. Następnie błogosławił on lud w imieniu boga, pouczał ich, by okazywali mu swój szacunek częstymi ofiarami, których oczekiwał jako słusznej zapłaty za zwycięstwa na lądzie i morzu. A gdy to zostawało dokonane, spędzali resztę dnia na wielkiej uczcie, gdzie objadali się do syta darami ofiarnymi, tak że to, co zostało poświęcone bogu, pożerali oni sami. Na tej uczcie uważano za czyn miły bogu upić się, a za grzech pozostawać trzeźwym

Identyczny obrzęd z bochenkiem chleba zachował się na Słowacji i Morawach (na Szczodry wieczór) i w Bułgarii.

Bóg Świętowit często jest porównywany (i utożsamiany) z Perunem. Porównuje się go również z Jarowitem. Na pewno ma aspekt płodnościowy i militarny. Związany jest też z końmi i – jak można się domyślać – z księżycem (nocna jazda na białym rumaku). Stawia go to blisko polskiego folklorystycznego Jasia, który ma wszystkie te cechy. Jeździ na wojnę, jest kochankiem Marysi lub Kasi. Jest utożsamiany z księżycem (Jasio wojowniczek, który wywojował sto złotych jabłuszek. Znaczy, amant nie lada, bo jabłko to przecież symbol miłosny. Polacy i Ukraińcy zwali też księżyc łysym koniem).

Jaś i Marysia w życie

W różnych słowiańskich pieśniach związanych ze żniwami lub ogólniej uprawą zbóż pojawia się postać Jasia czy Iwana, czasem w towarzystwie partnerki:

Polska żniwna:

Podżynaj, podżynaj
Mała żenczareczko
Masz zagonek mały
Wieczór niedaleczko
Żnijcie, dziochy, żnijcie,
Macie Jasia w życie
Jak żytko zeżniecie
Jasia se weźmiecie.

Białoruska żniwna:

Chadziŭ-pachadżaŭ Jaś pa polu,
Siejaŭ, rassiawaŭ wasiloczki
(…)
Mamka staraja, siastra mała,
A żonka maja na Dunaj pajszła.
Na Dunaj pajszła chusty myci
A ci jana tam utanuła?
A ci jana tam zabłudziła?…

Jaś chodzi po polach i sieje bławatki. Tęskni za żoną, która odjechała w dalekie strony (utonęła? zabłądziła?). Może motyw śmierci pierwotnie łączył się tutaj z weselem, jako obrzędem przejścia (jak w polskiej pieśni weselnej o pannie Maryjannie).

Kupalna ukraińska:

Oj! Czije to żyto pid horu stojało?
Iwankowe żyto pid horu stojało
Pid horu zełeneńko, pry misiacu widneńko
Mołoda Mariczka chodit´ żyto żati:
Mołodoj Iwanko! ne wmiju ja żati!
Jak ja tebe wiźmu, żyto żati nauczu![9]

Stały kupalny motyw kochanków Iwana i Marji, także uwieczniony w nazwie kwiatu iwan-da-marja (roślina o kontrastowych barwach niebieskiej lub fioletowej i żółtej, bratek lub pszeniec gajowy). Występują też określenia Kupało i Marena, Morynka.

Kupalna białoruska:

Marja Iwana ŭ pole zwała:
— Pojdziem, Iwan, pa mieżach chadzić,
Pa mieżach chadzić, żyta radzić…[6]

Znów powtarza się para Iwan i Marja, powiązana z wegetacją, tutaj wzrostem zbóż.

Królowa żniwiarzy. Tłoka z pola idzie

Koniec wiosny i początek lata to okres przemiany boga płodności (Jarowita-Jaryły). Widać to w dojrzewaniu ziarna i obumieraniu zbóż, które pozostaje rolnikowi zżąć. Będziemy mieć z nim jeszcze do czynienia w roku obrzędowym (jesienny św. Jerzy w prawosławiu, który „otwiera paszcze wilkom”, postacie konia i bociana w kolędniczym orszaku), tym niemniej przybiera on w tym okresie inne oblicze, w związku ze swym udaniem się do zaświatów. Jedną z dat obrzędów pogrzebowych bóstw płodności (Jaryły, Kostromy) u Słowian Wschodnich był 29 czerwca. Z tą datą wiązał się też zakaz pracy za pieniądze np. u Białorusinów.[1] Ponieważ od uprzątnięcia zbóż zależało przeżycie rolniczej społeczności, zrozumiałe jest, że należało rzucić wszystkie siły wioski i zebrać cały plon, a nie targować się, czy szukać innego zajęcia. Istniała instytucja tłoki – zbiorowej pracy na rzecz gromady. Ludzie zbierali się na kolejnych polach i obrabiali je, w zamian oczekując od gospodarza nakarmienia i czarki gorzałki na koniec dnia. Ta praca na rzecz społeczności była uważana za bardzo ważną i godną szacunku, miała ona swoją obrzędową otoczkę i specjalne pieśni „tłoczne”. Tłoka ulega w nich nieraz personifikacji: idzie z pola, szumi i hałasuje, włóczy się po polu, może być pijana albo trzeźwa, syta albo głodna. Jeżeli ktoś uchylał się od tłoki (pracował na własnym polu 1 sierpnia), wierzono, że św. Piotr zwany Palikopą pokarze taką osobę, zapalając zżęte zboże na jego polu uderzeniem pioruna.[2] Tłoka mogła dotyczyć też innych prac niż żniwne, np. budowy domu, rozwożenia gnoju.

Polske słowo tłoka, białoruskie tałaka, ukraińskie tołoka ma dokładne odpowiedniki w języku litewskim i łotewskim (talka). Brak przestawki grupy -al- w tych wyrazach może świadczyć o prastarym, bałtosłowiańskim rodowodzie tego pojęcia. Wrócę jeszcze za moment do tematu personifikacji tłoki.

Zarówno rozpoczęcie żniw (zażynki), jak i zakończenie (dożynki, wyżynki) związane były ze specjalnymi obrzędami, ofiarami, pieśniami itd. Tutaj skupię się na tych drugich, a właściwie na niektórych z nich. Charakterystyczna jest tutaj postać przodownicy (sternicy, postatnicy) żniw. Postatnica witała innych żniwiarzy na polu pieśnią, Z. Gloger określa ją nawet mianem „kapłanki pracy”.[2] W źródłach można spotkać różne opisy wybierania tej pierwszej wśród żniwiarek – jako najbardziej pracowitą z kobiet, z dziewcząt, albo jako piękną dziewczynę, która wkrótce wyjdzie za mąż. W innych miejscach wybierano królową, na Ukrainie księżną (kniahynia). Wreszcie można spotkać się też z „panią tłoką”, a nawet w jednym źródle z „boginią”. Wszystkie te postacie zachowują się podobnie w ogólnych zarysach.

Gloger:

K. Wł. Wójcicki powiada, że w niektórych okolicach Krakowskiego najdorodniejszą z dziewcząt
i najpracowitszą, a mającą wyjść wkrótce za mąż, lud nazywa „królową” i dla niej młode żniwiarki plotą koronę, w którą wplatają oprócz żyta, pszenicy, kwiatów i ziół polnych, jabłka rumiane, trzęsidełka błyszczące i pąsowe wstążki. W wigilię dożynek, w taki przystrojona wieniec „królowa”, przy odgłosie muzyki idzie do kościoła, składa go na ołtarzu, a po poświęceniu kładzie na głowę i z całą drużyną udaje się na obszar kapusty dworskiej; w niej składają wieniec, a świętość jego zapobiegać ma zniszczeniu jej przez gąsienice, zostaje on tu pod strażą chłopców i nazajutrz, nad wieczorem, „królowa” go przywdziewa, idąc do dworu. Wieniec taki pan czy pani zawiesza na kołku w sieni lub w pierwszej izbie, dla zachowania do żniw następnych. Uroczystość ta sięga może czasów przedchrześcijańskich; dawniej nosiła nazwę Wieńca i tak ją zwą dotąd.

Ł. Gołębiowski (cytowany przez Kolberga, Kieleckie cz. 1):

Wianek i osoba nieść go mająca zatrudniają wszystkich. Wybranéj, zwykle najprzystojniejszéj i mającéj wkrótce iść za mąż, młodzież dostarcza pszenicy zielonkawéj nieco, przez jakiś przesąd, w ościennéj wiosce schwyconéj (skradzionéj). Plotą go, do swéj królowéj przyszłéj zbiegłszy się z całéj wsi młode dziewczęta (….) Pospolicie to się dopełnia w wiliją N. Panny Wniebowzięcia czyli Matki Boskiéj zielnéj.

Adam Setkowicz, „Matka Boska Zielna”; źródło:http://desa.art.pl

Kyłymnyk (tł. moje):

Żniwiarze podchodzą do dziewcząt, które uplotły wianek, który teraz leży na daszku mendla. Dziewczęta wybierają spomiędzy siebie „księżną”. Staje ona w środku kręgu towarzyszek, kładzie sierp na lewe ramię, a knybel bierze w prawą rękę, lekko pochyla głowę przed żniwiarzami. Starszy mężczyzna przepasuje „księżną” powrósłem z kłosów i uroczyście nakłada jej na głowę wieniec. „Księżna” prostuje się, kłania się żniwiarzom i polu.

Orszak rusza z pola w stronę gospodarskiego domostwa.

„Księżna” z wiankiem na głowie, z sierpem w prawej ręce, z knyblem w lewej, przepasana powrósłem, jak girlandą, często z rozpuszczonymi włosami, idzie z przodu, za nią towarzyszki, a dookoła reszta żniwiarzy. Każdy ze żniwiarzy ma sierp na lewym ramieniu, owinięty kłosami, a knybel za pasem. Wszyscy stają na miedzy twarzą do pola, i żegnając je, śpiewają:

Oj dobranicz, szyrokeje połe…

Pochód udaje się w dalszą drogę, śpiewając pieśni (często weselne; nb. po żniwach zaczynali chodzić swatowie; jesień była też czasem wesel; oj, tylko do Piotra kukułeczce kukać, tylko do jesieni dziewczynie hulać mówi polska pieśń).

Przed bramą, na podwórzu stawiali stół, nakrywali go czystym białym obrusem, na stole kładli chleb i sól, wodę i butelkę gorzałki. Gospodarze, odziani odświętnie, z zadowoleniem witali ten pochód i zapraszali wszystkich do chaty (…) Dziewczyna-„księżna” wychodzi naprzód, pochyla głowę, pozdrawia gospodarzy: „A daj Boże, szczob my na druhyj rik diżdałysia żyto żaty, żyto-pszenyciu i wsiaku jarynyciu…” Dwaj żniwiarze zdejmują wianek z głowy „księżnej” i kładą na głowę gospodarzowi. W innych miejscowościach gospodarz sam zdejmuje wianek z głowy „księżnej” i kładzie na stole między chlebem a gorzałką. Potem gospodarz dziękuje żniwiarzom, obdarowuje „księżną” pieniędzmi i mówi „Poszły, Boże, szczob i na tebe w cerkwi szczasływo złożyły wineć!”…[3]

Kolejnym wariantem postaci związanej z dożynkami jest spersonifikowana Tłoka. Widać taką personikację w szeregu pieśni białoruskich.

Przykłady pieśni:

Niasława, niasława, haspadar, twaja,
Nie pjana, nie pjana tałaka twaja.
A ŭ chlewie, u chlewie mużczynki pjaniusieńki,
A ŭ poli, u poli żonaczki cwieraziusieńki.
A ŭ chlewie mużczynki, jak żuczki, hudziać,
Na poli żonaczki, jak pczołki, zwiniać.
Da ŭczyni, da ŭczyni sławieńku swaju,
Da ŭpai, da ŭpai tałaku twaju.
(zap. P. Szejn, za www.spadchyna.net)

Uczestnicy tłoki proszą gospodarza o poczęstunek alkoholem. Tłoka nie jest pijana, śpiewający proszą gospodarza, by napoił swoją tłokę.

Iszła tałaka z czystaha pola,
Z kruhłaje niŭki.
— Haspadyńka, zapali swieczku,
Wyjdzi na sustreczku.
Nie pytajeć nasza haspadyńka:
Ci żywy, zdarowy,
Ci krepki, wiasioły?
Tolki pytajeć:
Ci mnoha ŭwazili,
Ci mnoha ŭłażyli?
Ułażyli pole niazmiernaje,
Uwazili wazy niezliczonyja.
(zap. J. Romanow, za www.spadchyna.net)


Tłoka szła z pola. Uczestnicy tłoki drwią, że gospodyni nie dba o ich zdrowie i nastrój, tylko o to, ile zwieźli zboża.

Wyjdzi, wyjdzi, haspadaryku,
Spatykać z usiakim zbożżam tałaku.
Raskryj ża chataczku
Da pierad takim ża hosciem.

Pakłanisia ż pani tałace
Pakłanisia joj najniżaj
Pasadzi ż jaje da na kucie
Szto josć tolki da najwyszaj.[1]

Pani Tłoka przybywa z orszakiem do chaty gospodarza. Żniwiarze nakazują gospodarzowi posadzić szanowaną postać na honorowym miejscu.


Da hudzieć pole, hudzieć,
Tałaka z pola idzieć.
Nasz panok, nie ŭlakajsia,
U pakoi nie chawajsia,
Wykaci boczku piwa,
A druhuju harełki…[7]

Tłoka idzie z pola, które rozbrzmiewa odgłosami.

Najbardziej rozbudowana relację o obrzędzie dożynkowym, w którym występuje spersonifikowana Tłoka, podaje się za Szpilewskim „Driewlańskim” (tłumaczę z książki „Biełaruski narodny kalandar” A. Łozki):

Gdy zmierzcha i dożynają już ostatni zagon, każda ze żniwiarek odkłada po kłosie do jednego wspólnego snopa, przeznaczonego dla uhonorowania Tłoki. Zebrawszy w ten sposób znaczną ilość kłosów, robotnice związują razem dożynkowy snop. Oprócz tego na polu zostaje niewielki skrawek, z niego żniwiarki razem robią wianek, wplatając różne kwiaty i pachnące trawy. Korowód robotnic rzuca losy, kto ma być Tłoką. Wybrawszy, przyozdabiają ją różnymi kwiatami, w ręce dają snop dożynkowy, a na głowę kładą wianek z długą białą chustą. Później ustawiają się w kręgu i chodzą wokół Tłoki, przyśpiewując. Na końcu tworzą jej orszak i cała grupa udaje się do domu gospodarza.

Wg tego samego autora (cytuję za książką „Maski ŭ kalandarnaj abradnasci Biełarusaŭ” T. Kucharonak) analogiczną postać nazywano również „boginią”.

Każda żniwiarka odkładała po kłosie do jednego wspólnego snopa dożynkowego, po związaniu którego żniwiarki dzieliły się na dwie grupy: starsze układały snopy, a dziewczęta wybierały „boginię”. Dla niej plotły wianek z żyta, zdobiąc go różnymi kwiatami i wstążkami, jednocześnie śpiewając:



Kaniec niŭcy, kaniec!
Uplaciom haspadaru wianiec,
Da ŭżo żniwo ŭ kanca,
Nucie, dziewaczki, da wianca!
Krużylisia, krużylisia,
Użo my żytka dażalisia,
Dażalisia dziewaczki,
Da jasnaha soniejka.


Uplótłszy wianek, dziewczęta koronowały „boginię”, w ręce dawały jej snop dożynkowy, pokryty długą chustą. Potem tworzyły wokół niej łańcuch, krąg i skakały, przyśpiewując:


Krużkom, dziewaczki, krużkom,
K haspadaru z pakłonam,
Nie sami my idziom,
My wianoczak niasiom.


Wtedy do dziewcząt dołączały stare i zamężne żniwiarki i z „boginią” na czele wszyscy szli razem do chaty gospodarza, śpiewając:


Dy hudzieć pole, hudzieć,
Bahinia z polia idzieć.
Haspadaru, nie ŭmiakajsia,
U swiatliczku nie schawajsia…


Koło domostwa gospodarza żniwiarki przystawały i wszystkie razem śpiewały:


Adcziniaj, haspadaru swoj dwor
Bo wiadziom uwieś żniŭny zbor
Aj, nażali, nawiazali kopaczak,
Jak na niebie zwiozdaczak…
Spraŭ ża nam, haspadaru, dażynki,
Bo my stacili dla ciabie swaje siłki.
Adczyni nam chatku,
Upusci bahiniu-matku.


Gospodarze, usłyszawszy te pieśni, wychodzili z chaty i witali żniwiarki na podwórzu chlebem i solą. „Bogini” wychodziła naprzód i pokłoniwszy się gospodarzowi, składała u jego stóp snop dożynkowy (który gospodynia skrapiała wodą święconą), a wianek oddawała mu do rąk. Gospodarz kłaniał się „bogini” i przyjmował wianek, a gospodyni obdarowywała ją pieniędzmi i butami.

Później zaczynali grać muzykanci, zaczynały się tańce, którymi kierowała „bogini”. Tańczono taniec „tałakucha”.

Żniwiarki dziękowały gospodarzowi za poczęstunek, przy czym „bogini”, zwracając się do niego, mówiła „Daj boża tabie, niaboża, absiawać, nasiawać, a nam żać, nażynać”. Gospodarz w odpowiedzi narzucał na głowę „bogini” chustę ze snopa dożynkowego i obdarowywał ją pszenicznym chlebem.

Trzeba powiedzieć, że Szpilewski ps. Driewlański znany jest ze swojego romantycznego podejścia i tendencji do ubarwiania swoich opisów, co stało się nieraz przyczyną kontrowersji co do ich wiarygodności. W dość typowym dla swej epoki stylu uznawał różne ludowe personifikacje i wyrazy z pieśni za przedchrześcijańskich bogów Słowian (np. Kupało, Ziuzia). Niektórych opisywanych przez niego postaci nie znamy z żadnych innych źródeł i wydają się być fuzją różnych rzeczywistych wątków wierzeniowych i fantazji autora. Czy mogło takie określenie i w ogóle obrzęd funkcjonować na Białorusi? Wydaje mi się, że mogło. Nawet jeśli Szpilewski nieco ubarwił, sam obrzęd bardzo przypomina polskie i ukraińskie pochody dożynkowe, w których występuje postać przodownicy, królowej albo księżnej (kniahynia). Wreszcie, określenie „bogini” (bahinia) byłoby symetryczne w stosunku do często występującej w pieśniach dożynkowych postaci boga, który chodzi drogami i odwiedza gospodarzy. Jeszcze o nim powiem w dalszej części artykułu.

Wiele wskazuje, że temu okresowi patronowała kiedyś bogini (albo więcej bogiń), która nadzorowała dojrzewanie plonów: wyzłacała i uśmiercała źdźbła, wskazując moment, kiedy powinny wkroczyć sierpy, i przygotowując ziarno do kolejnego cyklu życia. W dzień Matki Boskiej Zielnej, którego data bliska jest dawnemu rzymskiemu świętu Diany, święcono zioła, kwiaty, owoce, warzywa. Zioła miały chronić ludzi, zwierzęta i rośliny przed chorobami i szkodnikami, domostwa przed pożarami i piorunami[14] (podobnie jak gromnice i wianek marzanny). Sugestywne są niektóre nazwy letnich kwiatów, jak marzanka, dziewanna, macierzanka.

W podaniach łuźyckich występuje Dźiwica, piękna, młoda łowczyni, otoczona psami, którą można spotkać w lesie w południe lub o północy w czasie pełni. Wiele podobieństw łączy obraz łużyckiej Dźiwicy, a także dziwożony (dźiwja žona) i białej panny (běla knježna), z południcami. Te były wysokimi, chudymi, starymi kobietami w białych sukniach, często z sierpem w dłoni i pęczkiem lnu. Istniał też obraz wysokiej, bardzo pięknej kobiety w bieli, bliski Dźiwicy. Jedno źródło pisze o białej pani, która pojawiała się w południe, niosła pęczek lnu i pięknie śpiewała, inne o białej pannie, z sierpem w dłoni i słomianym wiankiem na głowie, która pokazuje się na św. Jana i w ciągu dwunastu nocy między Bożym Narodzeniem a Trzema Królami. W podaniu o Dźiwicy południce przybywają na ucztę wydaną przez ową groźną panią lasów. [15]W Małopolsce południcę wyobrażano sobie jako wysoką niewiastę z 7 czarnymi psami, którymi szczuła ludzi. Zimę południce spędzały pod ziemią. Na wschodzie Polski (Białostocczyzna, Łemkowie) odpowiednikiem południcy były rusałki, miawki, tj. jednoznacznie dusze zmarłych. [18] U Słowian Wschodnich wiosną rytualnie odprowadzano rusałki na pola, stąd zapewne ich obecność w zbożu.[13] Wbrew pozorom, południce miewały też aspekt pozytywny, chroniły pola przed deptaniem, przykrywały patelnią jadło przyniesione przez żniwiarzy. Uważam za prawdopodobne, że pierwotnie te istoty stanowiły jakby orszak żniwnej bogini, a później pod wpływem chrześcijaństwa zaczęto koncentrować się na ich mrocznej stronie. Motyw zimowania pod ziemią, albo przybywania zza rzeki, z lasu łączy południce z postacią Kupały w pieśniach Słowian Wschodnich, a także z Jumisem (postać z wierzeń łotewskich)

W białoruskiej pieśni włóczebnej Przeczysta Matka (czyli Matka Boska Zielna) przemierza pola ze złotym sierpem w prawej dłoni i z pszennym ciastem (piroh) w lewej.

Praczysta mać iszła zażynać
U czystaje pole z pszonnym pirahom,
Z pszonnym pirahom, z załatym siarpom.
U lewaj ruce pszonny pirażok,
U prawaj ruce załaty siarpok:
Ja raz raznu- ja snop nażnu,
Ja i dwa raznu – ja kapu nażnu
Snop ad snapa – na wałowiszcza,
Kapa ad kapy – paŭtarasta szahoŭ.[1]

Marcin Lorkiewicz, „Matka Boska Zielna”; źródło:https://muzeum.tarnow.pl

Szedł bóg drogą

U Słowian szczególnym poszanowaniem cieszył się ostatni stop zboża zbierany na polu. Nazywany był w Polsce np. staruchą, babką, kogutem,[17] na Rusi: Rajkiem, Diduchem.[3] Wiążą się te nazwy z wiarą w ducha wzrostu zboża, który ukrywa się w owym snopie i umożliwia kolejny cykl wegetycyjny po wymłóceniu i wysiewie ziarna (w Polsce znana jest uroczystość Matki Boskiej Siewnej na początku września, kiedy święcono ziarno i starano się przynajmniej symbolicznie zasiać ozime zboże). W pieśniach analogiem wyrazu Raj (Rajok, Roj, Raj) bywa też Sporysz, m.in. określenie rozdwojonego kłosa. Prawdopodobne, że w dawnych czasach ten duch wzrostu zajmował bardziej poczesne miejsce w wierze Słowian. We wschodniosłowiańskich pieśniach śpiewa się o bogu wędrującym z pól do domostw gospodarzy. Pobrzmiewają tu archaiczne konotacje z „bogactwem”, także w imieniu Sporysz, powiązanym etymologicznie z „przysparzaniem”. Z kolei imiona Rajek i Diduch wskazują na cykl śmierci i odrodzenia i wędrówkę między światem zmarłych (dziadów), Wyrajem, i żywych. Bóg-Sporysz ogólnie jest jednak traktowany jako osoba, on idzie z pola, jest przyjmowany przez ludzi do domu, goni żniwiarki.

Iszoŭ rajok, iszoŭ rajok darohaju,
Darohaju szyrokaju. Zajdzi rajok, zajdzi, rajok
U nasz dwarok.
U nas dwary, u nas dwary ciasowyja,
U nas stały, u nas stały dubowyja.
Wyjdzi, pani, wyjdzi, haspadynia,
Na hanaczak,
Prymi ad nas, prymi ad nas padaraczak.[5]

Rajek szedł „drogą szeroką”. Prośba, żeby wstąpił do zagrody. W zagrodzie są „dwory (zabudowania) cisowe, stoły dębowe”. Towarzysze Rajka chcą wręczyć podarek gospodyni.

Oj, chadziŭ raju, oj chadziŭ raju usio na wulicy.
Nichto raju, nichto raju nie ŭzywajecca.
Adazwaŭsia, oj, adazwaŭsia moład Pietraczka:
Chadzi, raju, oj chadzi, raju, u majo humno…[5]

Iszoŭ boh darohaju,
Nichto boha nie piarejmieć
I da siabie nie zawiernieć.
Pieraniaŭ jaho Piatro:
Ka mnie, boża, ka mnie…[5]

Bóg szedł drogą, Piatro woła go do siebie.

Chodzić dym na wulicy,
A raj siadzić na pokuci…

„Dym” chodzi po ulicy, raj siedzi w świętym kącie chaty.

Iszoŭ boh darohaju
Z wialikaju tałakoju,
A Januśka la warot staić,
Szapaczku ŭ ruczkach dziarżyć:
Ka mnie, boża, ka mnie
Z swajoju tałakoju![5]

Bóg szedł drogą z „wielką tłoką”. Januśka zaprasza całą grupę do swojego domu, czapkę trzymając w rękach.

A iszoŭ sparysz pa wulicy
rana, rana.
Chto sparysza ŭ chatu pazawieć?…[5]

Iszoŭ boh darohaju
Z hustymi kapami, z wialikimi scirtami…[5]

Bóg szedł drogą z gęstymi kopami i wielkimi stertami (płodów rolnych).

Chadziŭ sparysz pa wulicy
Pa wulicy pa szyrokaj,
Pa muraŭcy pa zialonaj…[5]

Sporysz chodzi po szerokiej ulicy i po zielonej murawie.
Siadź, sparysz, na pokucie,
Na pokucie da na zołacie,
Pi, sparysz, zialono wino.
Spary, boża, u maim humnie,
U maim humnie, u maim dware:
Na taku ŭmałot, a ŭ dziaży padchod,
A ŭ pieczy rost, a na stale syccio.[5]

Prośba do Sporysza, żeby usiadł w świętym kącie domostwa i „przysparzał” w gumnie, dał dużo wymłóconego ziarna na klepisku, dobre rośnięcie ciasta, obfitość na stole. Motyw „zielonego wina” związany z płodnością, erotyką, weselem (ze względu na bujny wzrost i oszałamiające właściwości).

Usio lieta sparynia
Z nami na niwuszkie była,
A siahonnia sparynia
My sarwali z karnia.[5]

A nasz prigoniatyj
Biełyj, kudriewatyj,
Po polu chodit
Da żniej prigoniajet…
Spasibo, sporyszenczik,
Czto po polu chodił,
czto po polu chodził,
czto po polu gulał,
Mołodych żniej prigoniał!
Poletieł sporyszeń
K Fiedoru Nikołaiczu na dwor,
Za tiesowyj za stoł,
Pro tiebia, sporyszenczik,
Piwo, piwo, piwo warienoje.

Kędzierzawy nadzorca chłopów pogania żniwiarki. Sporysz chodzi po polu, goni żniwiarki. Leci do domostwa Fiedora Nikołaicza, zasiada za cisowym stołem.

Chodzić sparysz pa polu z wialikaju siamjoju
Nichto sparysza nie uznaŭ i dachaty nie pazwaŭ…

Sporysz chodzi po polu z „wielką rodziną”.

świąteczny Diduch w Polsce; źródło: https://uk.wikipedia.org

V. Belaj w książce „Hod kroz godinu” zestawia tego słowiańskiego Boga-Sporysza z wiosennym Zielonym Jerzym i z łotewskim Jumisem. Jumis jest wg Łotyszy duchem wegetacyjnym upraw (mówiono o żytnim, jęczmiennym, lnianym Jumisie). Obraz Jumisa wykazuje duże podobieństwa z obrazem boga Jaryły u Słowian (jazda konna, niesie pęk kłosów w ręce, wieniec na głowie, ma związek z weselem; idą za nim dziewczęta). Imię Jumis, podobnie jak słowiański Sporysz, oznaczało m.in. rozdwojony kłos. W pieśniach śpiewa się, że Jumis zimą (a także latem) śpi pod kamieniem. Czyżby kamień ofiarny w polskim obrzędzie przepiórki też był kiedyś takim schronieniem dla ducha urodzaju? Na Rusi w pieśniach kupalnych występuje motyw zapytania „Kupała” (personifikacja święta, ale zapewne zastępująca dawniejszą postać), gdzie ono zimowało, przebywało, nocowało. Odpowiada się, że w zimowało w perzu (pyriej), przebywało za rzeką, nocowało w gęstym życie itd. [6]Jumis w pieśni ukrywa się w snopach, stogach, aby w końcu trafić do stodoły. Dokładnie odpowiada w tym bogu z białoruskich pieśni, który chodzi drogą i napełnia gumna plonami.

Wydaje się, że boga, który idzie z pól ze swoją drużyną robotników tłoki powinniśmy uznać za identycznego z bogiem bohaterem obrzędów wiosennych (czyli Jarowitem-Jaryłą, przezwanym później Zielonym Jerzym, świętym Jerzym, Janem Sobótkowym, Jasiem itp.). A przynajmniej jest pewnym jego aspektem, odpowiedzialnym za rozwój zbóż, Jarowitem-Sporyszem. Z końcem wiosny popada on w letarg czy rodzaj śmierci, by na chwilę „zbudzić się” z końcem żniw jako bóg chodzący drogami z orszakiem żniwiarzy-tłoczan, albo Sporysz „z wielką rodziną”. Chyba stał się nieco bardziej statecznym bogiem (chociaż śpiewa się o Sporyszu, który ugania się za żniwiarkami po polu). „Kupało” w pieśniach zimuje w wodzie (w krinice), za rzeką, w dzikich roślinach – w sferze Welesa. Na Łotwie przestrzegano Jumisa, żeby nie uciekał do lasu, na bagna.

Duszyczki święte. Wołosowa broda

Opiekun pól nie jest sam w swoim śmiertelnym uśpieniu: towarzyszą mu dusze zmarłych. Obrzędy żniwne miały bowiem także aspekt zaduszny. Na Ukrainie w czasie zażynku gospodarz zwracał się do „duszyczek świętych”. Spożywano na polu obiad w ich towarzystwie. Już pisałem o rusałkach polnych, przebywających w zbożu, gdzie odprowadzano je wiosną (mogło to wyglądać np. tak, że gołą dziewczynę towarzyszki wpychały w zboże i uciekały). Na Czernihowszczyźnie chłopi przygotowując ostatni snop (Raj) śpiewali taką pieśń:


(I grupa)
Oj litała sywa kania po polu,
Zahaniała dribni ptaszky do boru,
Oj, do boru, dribni ptaszky, do boru,
Ne ronit´ riabych pirjiw po polu.

(II grupa)
Oj uże my riabeje pirja poronyły,
Litajuczy po horońkach, po dołynach,
Wytajuczy po nebesach, po zirońkach…
[3]

Zrozumiałe jest, że ptaki występują tutaj jako symbole dusz, rozpierzchających się ze zżętego pola.

Podobna symbolika występuje w polskiej pieśni, śpiewanej w trakcie strojenia „przepiórki” (kępki zboża pozostawianej na polu, z niewielką ofiarą położoną na kamyku):

Oj wyleć, raba przepiórko,
Bo już nie przyjdziem w to czyste pólko.
Plon niesiem, plon!
Oj wyleć, wyleć, raby sokole,
Bo już nie przyjdziem w to czyste pole.
Plon niesiem, plon !
Latają ptaszki pod samém niebem,
Dożęli żytka za starym chlebem.
Plon niesiem, plon![2]

Podobna jest i białoruska dożynkowa:

Lacieŭ sakolik pa polu
Zbiraŭ ptaszaczki da boru…[5]

Dusze zmarłych rozpierzchające się nad zżętym polem w ptasiej postaci prowadzą nas do obrzędu zaplatania brody Wołosowej (nazywano ją także innymi nazwami: Eliaszową, Piotrową, Capią, Dziadową). Broda to ostatnia niezżęta kępa zboża, którą żniwiarze przyozdabiali wstążkami, starannie plewili z chwastów, polewali wodą.[5][16] Podobny rytuał istniał u Skandynawów, którzy pozostawiali ostatnią kępę zboża dla koni Odyna. W Polsce taką kępę pozostawiano „dla przepiórki”. Pod nią pozostawiano kawałek chleba, szczyptę soli, pieniążek na płaskim kamyku. [2] Ciekawe szczegóły obrzędu można zauważyć na Białorusi: chwasty plewiono lewą ręką, nie gołą, lecz przez ubranie. Najwyraźniej brodę traktowano jako obiekt mocno nasycony sacrum, którego starano się nie zbrukać. Wykorzystując niezwykłe miejsce i moment, podczas strojenia brody ciężarne kobiety wróżyły sobie (jeżeli po ziemi przebiegł pająk, miał się urodzić chłopczyk, jeśli żuczek, dziewczynka). Wespół z brodą w pieśniach pojawiają się wilki, niedźwiedź, niedźwiedzice, kozioł, Eliasz. Śpiewa się, że plewią, siedzą na kopie albo chodzą i dziwią się brodzie.[5][16] Wiele jest tu symboliki związanej z Welesem, panem zaświatów i opiekunem dusz (por. „Kult św. Mikołaja na Rusi” Uspieńskiego).

Siadzić miadzwiedź na kapie,
Dziwujecca baradzie,
A czyja to barada
Czornym szoŭkam pawita,
Sytoj-miodam palita?
A Piatrowa barada…[5]

Iszoŭ kazioł na miaże,
Dziwawaŭsia baradzie.
Dziwa, barada! Dziwa, barada![5]

Bibliografia


[1] Aleś Łozka, Biełaruski narodny kalandar, Połymia, Mińsk 1993
[2] Zygmunt Gloger, Obrzędy rolnicze. Dożynki czyli wieniec [w:] Kłosy, 1879
[3] Stepan Kyłymnyk, Ukrajinśkyj rik u narodnich zwyczajach w istorycznomu oswitłenni, t. V, Osinnij cykl. Trident Press Ltd, Winnipeg-Toronto 1963
[4] Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2006
[5] W. K. Bandarczyk i in. [red.], Żniŭnyja piesni [w:] Biełaruskaja narodnaja tworczasć. Wydawiectwa „Nawuka i technika”, Mińsk 1974
[6] W. K. Bandarczyk i in. [red.], Kupalskija i piatroŭskija piesni [w:] Biełaruskaja narodnaja tworczasć. Wydawiectwa „Nawuka i technika”, Mińsk 1985
[7] W. K. Bandarczyk i in. [red.], Falkłor u zapisach Jana Czaczota i bratoŭ Tyszkiewiczaŭ [w:] Biełaruskaja narodnaja tworczasć. Biełaruskaja Nawuka, Mińsk 1997
[8] Stanisław Ciszewski, Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w powiecie olkuskim. Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1887
[9] A. Afanasjew, Poeticzeskije wozzrienija sławian na prirodu. Izdatielstwo „Indryk”, Moskwa 1994
[10] Pavol Socháň, Starobylé zvyky slovenských roľníkov pri poľnej práci. Slovenská grafia. Bratysława 1930
[11] Vitomir Belaj, Hod kroz godinu. Golden marketing-Tehnička kniga, Zagrzeb 2007
[12] U. I. Kowal, W. S. Nowak, Biełaruskija narodnyja swiaty i zwyczai. Biełaruskaje ahenctwa nawukowa-technicznaj i dzieławoj infarmacyi. Homel 1993
[13] T. I. Kucharonak, Maski ŭ kalandarnaj abradnasci Biełarusaŭ. Uradżaj, Mińsk 2001
[14] Barbara Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne. MUZA s.a., Warszawa 2005
[15] Adolf Černy, Mythiske bytosće łužiskich Serbow [w:] Časopis Maćicy Serbskeje, t. XLIV, z. II, Budziszyn 1891
[16] Walancina Nowak, Żniŭnaja abradnasć i paezija Homelszczyny
[17] Oskar Kolberg, Śląsk. Polskie Wydawnictwo Muzyczne. Wrocław-Poznań
[18] Leonard J. Pełka, Polska demonologia ludowa.

i inne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *