Kolęda


Kolęda to zwyczaj, który obecnie może nie wydawać się szczególnie „pogański”. Kolędami nazywa się pieśni kościelne o narodzeniu Jezusa, mianem kolędy określa się wizytowanie parafian przez księdza w okresie około Bożego Narodzenia. Ale pozory mylą, i jeśli spojrzymy wstecz i w bardziej ustronne rejony Słowiańszczyzny, dużo więcej wyziera pierwotnej, słowiańskiej istoty kolędowania. Kościół stopniowo przywłaszczał sobie ten obrzęd i modyfikował po swojemu. Postaram się tutaj powiedzieć o możliwych jego początkach i naświetlić pewne mniej znane ogółowi aspekty.

Skąd wziął się wyraz kolęda? Etymolodzy wywodzą go od łacińskiego calendae, co oznaczało początek miesiąca. Jest to dawne, prasłowiańskie jeszcze zapożyczenie, na co wskazuje przejście a > *o i en > *ę (por. późniejsze zapożyczenie kalendarz). Poświadczone staropolskie znaczenia to „podarunek dawany około świąt Bożego Narodzenia”, „danina pobierana przez duchowieństwo od parafian w okresie świąt Bożego narodzenia”. (Nie jest to jedyna łacińska pożyczka na określenie obrzędów i wierzeń niechrześcijanskiej natury, mamy też wschodniosłowiańskie rusalia i rusałki od łac. rosalia, polską stypę zamiast tryzny, może też łatyr-kamień od altare; wydaje się, że treść obrzędu była trwalsza od nazwy, która ulegała wpływom kultury śródziemnomorskiej, atrakcyjnej już w dobie przedchrześcijańskiej). Istnieją również inne określenia kolędników u Słowian, nazywano ich też w Polsce dziadami, mikołajami, jukocami, podłaźnikami, drabami, a nawet… bogami (M. bogi). U innych narodów przebierańców nazywano np. czarownikami, leszakami i czartami. Różnili się oni przebraniami i czasem chodzenia.

Kolędnicy – ryc. z XIX w.

Określenie dziad nakierowuje nas na skojarzenia z życiem pozagrobowym. Rzeczywiście kolędnicy upodabniali się do orszaku zjaw z tamtego świata, zmarłych i rozmaitych groźnych sił, przywdziewając zwierzęce skóry, straszne maski (o maskach w kontekście rytuałów zadusznych czytamy np. u Kosmasa), przebierając się za kostuchę, diabły-biesy, czy też ludzi obcych, innowierców, o innej kulturze (Żyda, Cygana). Szczególnie rzuca się to w oczy, gdy spojrzymy na żywieckich dziadów albo kolędników z południa Słowiańszczyzny.

Kolędników obdarowywano jedzeniem i pieniędzmi. Można to traktować jako okupywanie się tym niebezpiecznym siłom, aby nie szkodziły żyjącym w nadchodzącym roku. Kolędnicy nie stronili od psot, zwłaszcza gdy czuli się zlekceważeni, nie ugoszczeni odpowiednio, co widać np. w tekście śpiewki A jak nam nie dacie, to wam pokażemy, wszystkie szybki wybijemy i panienki zabierzemy, jakie tylko macie. Wciągali brony na dachy, zdejmowali bramy i furtki z zawiasów, brudzili okna, zatykali kominy, podkradali różne rzeczy, aby je oddać za okupem. Jako banda zdrowych, młodych i podpitych chłopa, zaczepiających dziewczęta, mogli być autentycznie niebezpieczni, ale godzono się na ryzyko, ponieważ wierzono, że w odmładzającą i przynoszącą urodzaj moc. Między kolędnikami były postacie konika i bociana, co kieruje skojarzenia w stronę wiosennych, jaryłowych sił.

Jest szereg analogicznych zwyczajów i wierzeń w innych kulturach europejskich. Pierwsze skojarzenie to halloweenowe obchodzenie domów przez maszkary u Celtów i Anglosasów. U Germanów rozpowszechniona była wiara w upiorny orszak zjaw pędzących po niebie w okresie zimowym, które prowadził sam Odyn (Wotan). Renesansowy niemiecki poeta Hans Sachs porównywał karnawałowy pochód przebierańców, Schembertlauf, do szalonych wojowników.

Gwizdy i bębnienia
Czynią tysięczne zgiełki
Głośno dzwonią dzwonki,
Strzelają fajerwerki.
Dzyń, bum, puff! Dzyń, bum, puff!
Spieszą w biegu dzikim
W porządku wszakże wielkim
Niby szalone wojowniki (
w oryginale: wüttend heer)
ogromne ludzi tłumy.
Wszyscy w maski przebrani
Rozpoznać się nikt nie umie.
A na czele, parami
Coś z dziewięćdziesiąt par.
I wszyscy poprzebierani
W lisie, smalone futra kudlate,
W kształt dziki i sękaty
Zupełnie jak lwy i koty.
A inni znowu gęby
Strasznie pomalowane mają
Jak diabły wyglądają.
Noszą owcze dzwoneczki,
Rzucają ognie i straszą
I robi się miejsce zgrai…

U różnych ludów indoeuropejskich natrafiamy na ślady funkcjonowania bractw młodych wojowników z okresu plemiennego. Typowa dla nich była symbolika przemiany człowieka w wilka i pamięć o nich przetrwała w formie legend o wilkołakach. Skandynawskich berserków porównywano do niedźwiedzi i wilków, gdy wpadali w bitewny szał. Rzymskie święto Luperkaliów z biegiem niemal nagich młodzieńców związane było z mitem o Romulusie i Remusie, wychowanych przez wilczycę (i bardzo możliwe, że pierwotnie pełniło rolę wojowniczej inicjacji). Na ziemiach słowiańskich ślady związku wilka z obrzędami przejścia przetrwały np. w nazywaniu młodego kosiarza mianem „wilka”; inny przykład to historie o weselnikach zmienionych w stado wilków wskutek zaczarowania albo złamania tabu (np. tańczyli w piątek). Istnieją zapisy wierzeń z północnych rubieży I Rzeczypospolitej o „igrzyskach wilkołaków” w okresie Bożego Narodzenia. W aktach procesów o czarnoksięstwo można natrafić na bardzo ciekawy mit łotewski o wilkołakach zstępujących do piekła i wynoszących stamtąd bydło, zboże i „wszystko co wzrasta” (gromadzą je tam czarownicy). Gdyby wilkołaki zaniedbały tego, społeczność czekałby nieurodzaj w kolejnym roku. Można się takich śladów dopatrywać też u Słowian w obrzędzie kolędniczym: jak to mówiono za Reja „biega by z wilczą skórą po kolędzie”. Dawniej w Polsce dobrze znany był zwyczaj chodzenia z wilczątkiem (albo niedźwiadkiem), wilczą skórą, przebierania się za wilka (a także szereg innych zwierząt: Mikołaj z Błonia zabraniał udzielać komunii tym, „którzy wdziewają maski i przebierają się za jelenie i konie”). Serbowie mieli obchód vučarów, w którym obnoszono po wsi zabitego, wypchanego wilka. Wśród kolędników przeważali mężczyźni lub wręcz był zakaz uczestnictwa kobiet. Na niektórych obszarach (zwłaszcza południe Słowiańszczyzny i region karpacki) grupy kolędnicze były wewnętrznie zorganizowane: miały przywódcę (starszego, żonatego mężczyznę dobrze znającego obyczaj), wydzielonych śpiewaków, muzykantów, tancerzy, zbieracza darów. U Słowian południowych nie dopuszczano ludzi fizycznie (np. garbatych, bezrękich, bezokich) lub psychicznie ułomnych. W śpiewach kolędnicy nazywali siebie samych „bożymi posłańcami”, „bożymi sługami”, „niezwykłymi gośćmi”. Starano się obchodzić wieś w kierunku z zachodu na wschód, a także na górzystych terenach z dołu do góry. Uczestnictwo w kolędowaniu ludzie postrzegali jako niebezpieczne, „nieczyste” zajęcie: wymagano od nich kąpieli w przerębli, oblewano ich wodą święconą w święto Jordan, musieli „oczyszczać się” w cerkwi itp. Potwierdza to związek kolędników z zaświatami — wolano się zabezpieczyć od nieprzewidzianych efektów ich oddziaływania, gdy obrzęd był już spełniony.

Jakie przesłanie płynie z tych prastarych zwyczajów dla współczesnych rodzimowierców? Podtrzymywanie obrzędu kolędniczego ma wiele zalet:

  1. Daje poczucie uczestnictwa w lokalnej społeczności. Jest to bardzo ważne w epoce, w której komunikacyjne nowinki tworzą iluzję prawdziwych więzi międzyludzkich, a te coraz bardziej słabną. Państwo wyręcza nas w coraz to nowych obszarach życia, nie musimy być odpowiedzialni, opiekuńczy, silni, państwo określi jakie mogą być nasze relacje z partnerem życiowym i dziećmi, obroni nas, zrefunduje lekarstwa. Wystarczy wypełnić odpowiednie papierki, zająć miejsce w kolejce. Króluje powierzchowność, sąsiedzi nie znają się nawet z imienia i nie czują potrzeby najprostszej rozmowy. Uczestnicząc w kolędzie, bronisz swojego lokalnego świata, dzielnicy, wioski, przed obsunięciem się w niebyt, pierwotny chaos.
  2. Buduje męską solidarność i współpracę. Obrzęd wymaga odrobiny trudu organizacyjnego i dogadania się grupy ludzi, ustalenia ról. Jeżeli do obejścia jest w zimie duży teren, kolędowanie jest nie lada przedsięwzięciem, wymagającym siły ducha i ciała.
  3. Pobudza kreatywność. Przygotowanie strojów i rekwizytów jest ciekawym wyzwaniem. Z tanich i ogólnodostępnych materiałów jak tektura, kolorowy papier, pakuły, kawałek tkaniny (np. prześcieradło) można wykonać przy odrobinie wysiłku ciekawe przebrania.
  4. Przypomina o przodkach, czekającej nas śmierci i daje nadzieję odrodzenia w przyszłości. Siła naszych przodków trwa w nas. Nie zdołamy w życiu dokonać wszystkiego, czego byśmy chcieli, ale cząstka nas może przetrwać w naszych dzieciach i realizować się dalej. Stare obumiera, ale tym samym przygotowuje grunt do nadejścia nowego życia.
  5. Może być doświadczeniem zbliżającym nas do bogów, w wysłanników których wcielamy się. Szczególnie myślę tu o Welesie i Jarowicie.
  6. Dostarcza rozrywki i poprawia nastrój w ciemnej i zimnej porze roku. Pieśni-kolędy, życzące dobrego i przywołujące wydarzenia mitologiczne, można sobie powtarzać i „wkręcić” jako swoiste mantry. Przemienia się złe na dobre i nastają lata szczodre. Hej nam kolęda!

Tekst: Skałosz

Bibliografia:

Leszek P. Słupecki, Wojownicy i wilkołaki, Warszawa 2011
Коляда; Колядование; Ряжение [w:] Славянская мифология, Энциклопедический словарь, Moskwa 2002
Barbara Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje. Warszawa 2012
i inne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *